Historia rowerów elektrycznych

Kiedy dziś mkniesz na jednym z naszych e-rowerów wzdłuż alei Korfantego, płynnie omijając poranny korek, prawdopodobnie czujesz, że korzystasz z absolutnie najnowszej technologii XXI wieku. I masz rację! Nasz system hybrydowy i platforma MaaS to szczyt współczesnej inżynierii. Jednak prawda o rowerach z napędem elektrycznym jest o wiele bardziej zaskakująca, niż mogłoby się wydawać. Ich historia wcale nie zaczęła się w Dolinie Krzemowej ani w nowoczesnych laboratoriach technologicznych ostatnich dekad. Aby odkryć korzenie e-roweru, musimy cofnąć się w czasie o ponad… 130 lat, do epoki pary, żeliwa i pierwszych genialnych wynalazców.

Wszystko zaczęło się pod koniec XIX wieku w Stanach Zjednoczonych. Dokładnie w 1895 roku amerykański wynalazca Ogden Bolton Jr. otrzymał patent na rower wyposażony w silnik elektryczny umieszczony w piaście tylnego koła oraz baterię montowaną na ramie. Brzmi znajomo? Dokładnie tak samo konstruuje się wiele współczesnych e-rowerów! Kilka lat później, w 1897 roku, Hosea W. Libbey dorzucił do tego koncepcję podwójnego silnika elektrycznego. Choć te pierwsze konstrukcje były genialne w swojej prostocie, miały jeden potężny problem, który na ponad stulecie zablokował ich komercyjny sukces: ówczesne akumulatory były potwornie ciężkie, mało wydajne i przypominały gabarytami wielkie, ołowiane skrzynie. Przez to rowery były zbyt masywne, a technologia elektryczna na długo przegrała wyścig z taniejącą benzyną i tradycyjnymi autami, które zaczęły masowo zalewać ulice miast.

Na swój prawdziwy renesans rowery elektryczne musiały czekać aż do lat 90. XX wieku. To wtedy na rynku pojawiły się lekkie baterie litowo-jonowe oraz mikroprocesory, które pozwoliły stworzyć system pedelec (Pedal Electric Cycle). To był punkt zwrotny – silnik przestał zastępować człowieka, a zaczął z nim współpracować, dając legendarne „wspomaganie”, które tak uwielbiamy podczas jazdy pod górkę na śląskich drogach. Kolejnym kamieniem milowym była smartfonowa rewolucja lat dwutysięcznych. To ona sprawiła, że rower przestał być tylko prywatnym pojazdem trzymanym w piwnicy, a stał się częścią globalnej sieci, zyskując GPS, łączność komórkową i systemy automatycznych blokad.

I tak oto docieramy do punktu, w którym historia spotyka się z teraźniejszością na ulicach Katowic. Dzisiejsza mikromobilność, którą oferujemy, to ewolucyjny szczyt marzeń XIX-wiecznych wizjonerów. Tworząc naszą wypożyczalnię, wzięliśmy to, co najlepsze z ponad stuletniej historii e-roweru i połączyliśmy to z technologią chmurową. Dzisiejszy rower to już nie tylko rama i bateria, ale zaawansowany komputer na dwóch kołach, który na bieżąco komunikuje się z aplikacją w Twoim telefonie. Kiedy więc następnym razem odblokujesz nasz rower na katowickim Rynku i poczujesz ten lekki, elektryczny wiatr we włosach, pomyśl, że właśnie dotykasz kawałka pięknej historii, która po 130 latach idealnie dopasowała się do potrzeb nowoczesnego Śląska.

A jak Ty widzisz przyszłość transportu w naszym mieście? Czy e-rowery całkowicie zastąpią auta w centrum Katowic w ciągu najbliższych lat?

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry